Ten święty zapewnił bezpieczeństwo każdemu podróżnikowi, nawet jeśli zadanie wydawało się niemożliwe.
Krzysztof siedział pod cienistym drzewem na brzegu rzeki i obserwował pianę gromadzącą się na skałach, a następnie rozpraszającą się w białe wiry na strumieniu. Leżał tam prawie cały dzień, czekając i czekając, aż pojawią się podróżnicy. To była dobra pora roku i dobry dzień na podróżowanie, ale jak dotąd nikt nie przybył, aby poprosić go o pomoc w przeprawie przez rzekę.
Nagle zamrugał ze zdziwienia. Czy zasnął, nie wiedząc o tym? Przed nim stało dziecko, którego przed chwilą tu nie było.
Usiadł i powiedział szorstko: – Tak… co?
„Czy możesz mnie przenieść przez rzekę?” zapytało dziecko. „Masz siłę?”
Krzysztof się roześmiał. Co za pytanie! Cóż, miał siłę dziesięciu ludzi! Nie odpowiadając, przerzucił dziecko na ramiona i wszedł do wirującej wody.
Dziesięć kroków. Dziecko było cięższe, niż się spodziewał. Jeszcze dziesięć kroków. Czy dziecko, tam, na jego ramionach, wyrosło na mężczyznę? Jeszcze dziesięć. Mięśnie Krzysztofa zaczęły się trząść. Jeszcze dziesięć. Był prawie zgięty wpół. Jeszcze dziesięć. Czy dziecko go zmiażdży?
W końcu Krzysztof wspiął się na brzeg i położył dziecko na ziemi. Był tak wyczerpany, że nie mógł mówić. To dziecko poczuło się ciężkie jak cały świat, grzmot! Obudził go dotyk. To było dziecko.
„Dziękuję, Krzysztofie” – powiedziało dziecko. „Słusznie zostałeś nazwany, gdyż urodziłeś Chrystusa, swojego Stwórcę i Odkupiciela”.
Z powodu tego dnia prawie 2000 lat temu chrześcijanie modlili się do potężnego Krzysztofa (którego imię oznacza „niosący Chrystusa”), aby pozwolił im bezpiecznie przejść, tak jak kiedyś to zrobił dla swego Stwórcy. Niezależnie od tego, czy wybierasz się w długą podróż, czy na krótki dojazd do pracy, za każdym razem, gdy siadasz za kierownicą, przywołaj ochronę Świętego Krzysztofa.


