Koniec III wieku – ok. 304 Patron winiarzy, winiarzy, ceglarzy i żeglarzy Kanonizacja przedkongregacyjna.
Św. Augustyn głęboko podziwiał dzisiejszego diakona-męczennika, św. Wincentego z Saragossy. Powyższy cytat pochodzi z jednej z pięciu istniejących homilii, jakie Augustyn wygłosił na temat bohaterstwa, wiary i świadectwa tego świętego człowieka, którego męczeństwo miało miejsce podczas zaciekłych prześladowań Kościoła przez Diocelatiana na początku lat trzydziestych XX wieku. Ale krew męczenników jest świętą ofiarą, która gasi ogień diabła i podsyca wiarę tych, którzy rozważają takie święte ofiary. Jak Augustyn głosił w kolejnym kazaniu, „diabeł cierpiał większe męki z powodu tego, że Wincenty nie został pokonany, niż Wincenty z powodu prześladującego go diabła”.
Wincenty urodził się w dzisiejszej Hiszpanii i nosi tytuł „protomęczennika”, co wskazuje, że był pierwszym, czyli „proto”, człowiekiem, który umarł za Chrystusa na Półwyspie Iberyjskim. Niewiele wiadomo o jego życiu, ale świadectwo św. Augustyna rzuca światło na jego charakter. Podobnie jak w przypadku wielu wczesnych świętych, przypisuje się mu wiele legend.
Według tych legend biskup Waleriusz z Saragossy w Hiszpanii miał wadę wymowy, co doprowadziło go do wyświęcenia, a następnie mianowania dobrze mówiącego diakona Vincenta na swojego osobistego kaznodzieję. Ówczesny namiestnik rzymski Dacian bezlitośnie wykonał edykt cesarza Dioklecjana nakazujący chrześcijanom wyrzeczenie się wiary poprzez palenie kadzidła rzymskim bogom. Zarówno starszy biskup, jak i jego diakon zostali aresztowani przez Daciana i osadzeni w więzieniu. W więzieniu diakon Vincent powiedział biskupowi: „Ojcze, jeśli mi rozkażesz, przemówię”. Biskup odpowiedział: „Synu, ponieważ zleciłem ci udzielanie słowa Bożego, tak teraz żądam od ciebie odpowiedzi na potwierdzenie wiary, której bronimy”. Tylko tego potrzebował Vincent. W tym momencie spełniły się w Wincentym słowa Pisma Świętego: „Kiedy was wydadzą, nie martwcie się o to, jak i co będziecie mówić. W tym momencie zostanie ci dane, co masz powiedzieć. Bo nie wy będziecie mówić, ale Duch waszego Ojca będzie mówił przez was” ( Mt 10,19-20 ). Diakon wygłosił swoje „kazanie” ze spokojem w obliczu tortur i śmierci, a namiestnika dręczyło własne oburzenie.
Legenda głosi, że Wincenty został biczowany, rozciągnięty na stojaku, przytwierdzony do ognistego rusztu, szarpany żelaznymi hakami, spalony gorącym żelazem, a następnie rzucony na podłogę więzienia pokrytą potłuczonym szkłem. Przez to wszystko Wincenty zachowywał spokój, bo nie bał się „tych, którzy zabijają ciało, ale duszy zabić nie mogą” ( Mt 10,28 ). Legenda głosi, że radość Wincentego w obliczu tych tortur była tak wielka, że jeden z jego strażników natychmiast się nawrócił.
Wojewoda jednak jeszcze tego nie zrobił. Dał Vincentowi miękkie łóżko, na którym mógł odpocząć, mając nadzieję, że poprzez pocieszenie nakłoni go do wyrzeczenia się Boga. Ale ani groźby przemocy, ani obietnice pocieszenia nie przemawiały do Vincenta. Gdy tylko położono go na łóżku, umarł. Jego ciało rzucono na pożarcie sępom, ale w jego obronie stanęły kruki. Inna relacja, z kazania św. Leona, podaje, że ciało Wincentego wrzucono do morza, ale Opatrzność wyrzuciła je na brzeg, a współchrześcijanie zapewnili mu godny pochówek, a nad jego grobem wzniesiono później kapliczkę. Miejsce w południowej Hiszpanii, gdzie według legendy miały miejsce te ostatnie wydarzenia, nazywa się obecnie Przylądkiem Saint Vincent. Nad tym wybrzeżem wciąż krążą stada kruków i sępów.


