Droga do Pekinu była długa i zakurzona. Augustyn Zhao Rong, doświadczony żołnierz w cesarskich Chinach, opierał się o muszkiet i uważnie przyglądał zmęczonemu więźniowi, którego eskortował. Lata służby wojskowej uczyniły go twardym, czujnym, być może nawet obojętnym na ludzkie cierpienie. Ale to, co widział teraz, wytrącało go z równowagi.
Człowiek stojący przed nim nie przypominał innych więźniów, których Zhao pilnował. Ten „obcy” – katolicki biskup Jan Gabriel Taurin Dufresse – nie błagał o litość ani nie przeklinał swoich oprawców. Zamiast tego promieniował spokojem i odwagą, których nie mogły złamać ani kajdany, ani groźba śmierci. Wraz z kolejnymi kilometrami tej drogi między strażnikiem i więźniem zaczęła rodzić się niezwykła przyjaźń – przyjaźń, która na zawsze odmieniła życie Zhao Ronga i wiarę milionów.
To opowieść o Augustynie Zhao Rongu i jego 119 towarzyszach: mężczyznach, kobietach i dzieciach, którzy wybrali wiarę zamiast strachu, a ich świadectwo rozbrzmiewa przez wieki i kontynenty.
Aby zrozumieć nawrócenie i męczeństwo Zhao Ronga, trzeba najpierw wejść w świat, w którym żył. Chrześcijaństwo miało w Chinach długą, skomplikowaną historię. Pierwsi nestoriańscy misjonarze dotarli tam już w VII wieku, lecz katolicyzm naprawdę zakorzenił się dopiero pod koniec dynastii Ming i na początku Qing, dzięki pracy jezuitów takich jak Matteo Ricci. Misjonarze, często będący naukowcami i uczonymi, zdobywali uznanie na dworze cesarskim, ale podejrzliwość i prześladowania były zawsze blisko.
W XVIII i XIX wieku antychrześcijańskie nastroje przybrały na sile. Zagraniczni misjonarze budzili podejrzenia, byli oskarżani o podważanie chińskiej tradycji oraz autorytetu. Konwertyci – często postrzegani jako zdrajcy lub „sprzymierzeńcy obcych” – byli atakowani przez urzędników i sąsiadów. W takim klimacie dorastał Augustyn Zhao Rong, urodzony w Wu Chuan w prowincji Guizhou około 1746 roku, i wstąpił do cesarskiej armii.
Życie Zhao Ronga zmieniło się na zawsze podczas marszu do Pekinu. Jako strażnik eskortujący biskupa Dufresse’a, obserwował, jak duchowny znosi upokorzenia i cierpienia z łagodnością i wdzięcznością. Zhao, przyzwyczajony do strachu i nienawiści więźniów, był zaskoczony spokojem biskupa.
Poruszony jego wiarą, Zhao zaczął zadawać pytania. Kim był ten „Bóg-Człowiek” zwany Chrystusem? Jaki jest sens cierpienia, grzechu i zbawienia? Czym jest Eucharystia, która wydawała się źródłem siły biskupa? Po raz pierwszy Zhao poczuł głód czegoś, czego nie potrafił nazwać – tęsknotę za łaską, prawdą, pokojem.
Pod koniec podróży Zhao poprosił o chrzest. Dawny strażnik więzienny stał się poszukującym, uczniem, a wkrótce – bratem w wierze.
Augustyn Zhao Rong przyjął chrzest, wybierając imię Augustyn na cześć wielkiego biskupa i konwertyty z Afryki Północnej. Ale jego podróż dopiero się zaczynała. Zainspirowany odwagą tych, których niegdyś pilnował, Zhao wstąpił do seminarium i został wyświęcony na kapłana w 1790 roku – jako pierwszy znany żołnierz chiński, który został katolickim księdzem.
Przez niemal trzydzieści lat ojciec Augustyn służył swoim wiernym. Prowadził rozproszone chrześcijańskie wspólnoty, często w ukryciu, ryzykując aresztowanie i śmierć. W listach i kazaniach zachęcał swoich wiernych do trwania w wierze, czerpiąc z własnego doświadczenia nawrócenia i prześladowań.
W końcu władze go pojmały. W 1815 roku ojciec Augustyn Zhao Rong został aresztowany za wiarę i poddany torturom. Odmówił wyparcia się Chrystusa i został stracony – jeden z niezliczonych męczenników, którzy oddali życie za Ewangelię w Chinach.
Jego historia nie zakończyła się jednak śmiercią. Stała się inspiracją dla kolejnych pokoleń chińskich chrześcijan, dowodem na siłę nawrócenia i wytrwałość wiary.
Augustyn Zhao Rong nie był sam. Kościół katolicki uznaje 120 męczenników – 87 rodowitych Chińczyków i 33 zagranicznych misjonarzy – którzy zginęli między 1648 a 1930 rokiem. Byli wśród nich biskupi, kapłani, świeccy, kobiety i dzieci. Niektórzy, jak franciszkański biskup Francisco de Capillas, byli jednymi z pierwszych męczenników. Inni, jak czternastoletnia Anna Wang, zginęli podczas powstania bokserów, odmawiając podeptania krzyża nawet w obliczu śmierci.
Ich historie są różne, ale łączy je odwaga. Biskup Dufresse, którego świadectwo poruszyło Zhao Ronga, sam został stracony w Pekinie. Mała Li, dziecięca męczennica, została zabita za oddanie Eucharystii. Mark Ji Tianxiang, lekarz i uzależniony od opium, przez lata nie otrzymywał Komunii, ale zginął wyznając Chrystusa.
1 października 2000 roku papież Jan Paweł II kanonizował Augustyna Zhao Ronga i jego 119 towarzyszy w Rzymie, ogłaszając ich świętymi Kościoła powszechnego. Ich wspomnienie obchodzone jest 9 lipca. W homilii papież wychwalał ich „odwagę, łagodność i miłość”, stawiając ich za wzór dla wszystkich wierzących.
Kanonizacja wzbudziła kontrowersje w niektórych środowiskach, obawiano się, że może otworzyć stare rany między Chinami a Watykanem. Dla milionów katolików – szczególnie w Chinach – męczennicy są jednak powodem do dumy, inspiracją i nadzieją.
Krążą liczne opowieści o odwadze i wierze męczenników. Popularna legenda mówi o Małej Li, która ryzykowała życie, by spożyć konsekrowane hostie po zbezczeszczeniu kościoła. Inna opowiada o Annie Wang, która na groźby żołnierzy odpowiedziała: „Wierzę w Boga. Nie boję się śmierci”.
Sam Augustyn Zhao Rong jest wspominany jako ten, który przeszedł drogę od prześladowcy do obrońcy – niczym współczesny św. Paweł. Jego życie przypomina, że łaska może dotrzeć nawet do najbardziej zatwardziałego serca.
Czego możemy nauczyć się od Augustyna Zhao Ronga i jego towarzyszy? Ich historie przypominają, że wiara nie jest prywatną pociechą, lecz publicznym świadectwem. W świecie pełnym podejrzliwości i lęku ich przykład zachęca do odwagi, poszukiwania prawdy i miłości bez rachunku kosztów.
Każdy chłopiec, każda dziewczyna, każdy wierzący jest na drodze do prawdy i odwagi. Jak Augustyn Zhao Rong, jesteśmy wezwani, by podążać tą ścieżką, ufając, że łaska spotka nas tam, gdzie jesteśmy, i poprowadzi tam, gdzie mamy dojść.
Historia Augustyna Zhao Ronga i jego 119 towarzyszy to historia samego Kościoła: historia cierpienia i nadziei, słabości przemienionej przez łaskę, śmierci ustępującej miejsca życiu. Ich świadectwo najjaśniej świeci nie w momentach triumfu, lecz w cichej codziennej wierności.
Obyśmy i my znaleźli odwagę, by strzec powierzonej nam wiary i dawać świadectwo – bez względu na cenę.


