Podczas Kazania na Górze Jezus powiedział: „Zapukajcie, a otworzą wam” (Ew. Mateusza 7:7). Pod wieloma względami te słowa podsumowują życie św. André Bessette. Jedynym zastrzeżeniem jest to, że brat André był tym, który w ciągu swojego życia otworzył drzwi niezliczonym tysiącom innych osób.
Przez czterdzieści lat brat André był odźwiernym w Collège Notre-Dame w Côte-des-Neiges w Quebecu, służąc jednocześnie jako zakonnik profes Zgromadzenia Świętego Krzyża.
Urodził się jako Alfred Bessette w Saint-Grégoire d'Iberville w Quebecu w Kanadzie i był ósmym z dwunastu dzieci. Jego ojciec zmarł tragicznie, gdy Alfred miał trzy lata, a matka odeszła sześć lat później, pozostawiając dzieci sierotami. Chorowity od urodzenia, dożył dziewięćdziesięciu jeden lat – ku zdumieniu wszystkich.
Alfred miał uśmiech, który uspokajał i przyciągał ludzi. Choć był pracowity, słabe zdrowie utrudniało mu stałe zatrudnienie. W wieku dwudziestu pięciu lat zwrócił się o kierownictwo duchowe do swojego pastora, który napisał do przełożonych zgromadzenia: „Wysyłam ci świętego”.
Po przyjęciu do nowicjatu przyjął imię brat André. Jego obowiązki były skromne: pilnowanie drzwi, sprzątanie, noszenie drewna, drobne posługi. Przyjmował je z radością i pokorą, traktując każdą z nich jako okazję do miłości Boga i ludzi.
Droga świętości brata André prowadziła przez pokorę, współczucie i ufność wstawiennictwu św. Józefa. Powtarzał nieustannie: „Idź do Świętego Józefa, on ci pomoże”.
Z czasem jego modlitwy zaczęły przynosić niezwykłe owoce. Chorzy odzyskiwali zdrowie, chromi zaczynali chodzić, a serca się nawracały. Do jego śmierci przypisywano mu nawet 10 000 cudów – choć on sam wszystkie zasługi oddawał św. Józefowi.
Pod koniec życia otrzymywał nawet 80 000 listów rocznie z prośbą o modlitwę. Wszystkie powierzał św. Józefowi. Kaplica, którą zbudował, rozrosła się w monumentalne Oratorium św. Józefa na Mount Royal – miejsce pielgrzymek i świadectw wiary.
Podczas tygodnia, w którym wystawiono jego ciało, hołd oddał mu około milion osób. Pokorny odźwierny stał się znakiem tego, że Bóg naprawdę „maluje najlepsze obrazy najmniejszymi pędzlami”.


